LATAM TEŻ TUTAJ

Wiankowe Warsztaty z La Flor w Lip Smacking Cafe

Czas pracy najpiękniejszej, bo kreatywnej. Wśród kobiet niepowtarzalnych. Przy kawie aromatycznej. Przed świętami magicznymi.
Tak było.
Przede wszystkim wspaniale było poznać te cudowne artystyczne dusze z LA FLOR i wymienić kilka inspirujących zdań, które były niezastąpionym paliwem do działania w tym gorszym czasie.
Mam nadzieję, do zobaczenia! 









Osa.



Iran oczami fotografa - wywiad z Rafałem Nikodemowiczem

Gdyby ktoś zapytał mnie co w życiu cenię najbardziej...(oczywiście poza fotografią) odpowiedziałabym: ludzi i rozmowy. A w dodatku teraz wiem, że te o fotografii to takie combo moich najfajniejszych rzeczy na świecie.
Z dwóch pieczeni na jednym ogniu zrobiły się dwie inne, a raczej te powyższe były wynikiem tych drugich. Trochę namieszałam, nic dziwnego, z matematyką po drodze było mi tylko od święta. (a już po, także wiecie).
Zatem wracając do sedna, jakiś czas temu, wraz z koleżanką, z powodów edukacyjnych miałyśmy do przygotowania wywiad/ Nie ma co ukrywać, że bardzo się ucieszyłam gdy osoba z którą chciałyśmy porozmawiać zgodziła się, w dodatku można o niej powiedzieć, że gramy do tej samej bramki. Ktoś mógłby zarzucić, że ułatwiłam sobie tym sprawę, ale droga do tej bramki nie jest dla każdego taka sama i wiem, że to jest w tym wszystkim najciekawsze. Wywiad poniżej nie jest o samej fotografii, ale także o towarzyszących temu podróżach(dosłownych) i wnioskach z nich przywożonych. Oprócz tego uważam, że stereotypy należy dementować, szczególnie jeżeli czerpać możemy z wiarygodnych źródeł i nadarza się ku temu okazja.

fot. Rafał Nikodemowicz Photography

Rafał Nikodemowicz
– hobbistycznie pasjonat fotografii i podróży. Robienie zdjęć pokochał od pierwszego usłyszenia przycisku spustu migawki. Dziś podróżuje już po całym świecie i jak mówi "podróżuję po to, by fotografować".

Jak zaczęły się Twoja przygoda z fotografią?

To było bardzo spontanicznie. 8 lat temu na wakacjach ze znajomymi, z konieczności zrobienia im zdjęć na tle górskiego krajobrazu nacisnąłem ten magiczny przycisk spustu migawki i to była miłość od pierwszego usłyszenia. Potem już aparat towarzyszył mi nieustannie i fotografowałem wszystko, co mnie otacza.

Czy masz teraz jakiś konkretny cel do którego zmierzasz w tej kwestii?

W każdej dziedzinie mam jakieś cele, które chcę osiągnąć. Chciałbym fotografować podróże i modę, ale w kontekście już bardziej komercyjnym. Jednak fotografia krajobrazu to chwila głównie dla mnie, nikt ode mnie w tym aspekcie niczego nie wymaga i bardzo dobrze się w tym czuję.

Czyli to podróże zachęcają Cię do robienia zdjęć, czy  fotografia wyzwala pragnienie podróżowania?

Nie podróżuję dlatego, żeby gdzieś pojechać, ale dlatego żeby to miejsce sfotografować. To jest mój najistotniejszy cel, choć teraz się to trochę wyrównało i z obu tych rzeczy czerpię radość. Chciałem by moje fotografie były z różnych miejsc, nie tylko z Polski.

Odwiedziłeś wiele interesujących miejsc jednak chciałybyśmy się skupić na Iranie, w którym byłeś w październiku 2019. Co cię skłoniło do wyboru akurat tego miejsca?

Wiele słyszałem o tym kraju zarówno złego, jak i dobrego, ale te złe rzeczy okazały się być nieprawdziwe. Skłoniły mnie moje osobiste przeczucia bo patrząc na Irak czy Syrię, które kiedyś były przecież pięknymi miejscami a teraz są w ruinie, obawiam się, że to samo może stać się z Iranem.


Czy w takim razie widoczne są na ulicach nastroje antyamerykańskie?

Nie odczułem tego. Irańczycy są bardzo otwarci, czego może pozornie nie widać, bo idąc ulicą nie uśmiechają się, ale kiedy się do nich podejdzie, spojrzy w oczy, to pojawia się szczery uśmiech. To nie jest tak że czegoś chcą, oni są życzliwi sami z siebie, np. zapraszają, częstują czymś, cieszą się że ktoś z innego kraju ich odwiedza. Wcześniej tego nie spotkałem. Dzieci były nas bardzo ciekawe, przyglądały się nam co prawda mniej ufnie niż dorośli, ale myślę, że wynika to z wychowania. Ich kultura jest zadziwiająca i przykre są stereotypy o Islamie, które odgrywają tak istotną rolę w ocenie Iranu.

Mówiąc o Islamie, trzeba wspomnieć, że w tym kraju znaczna większość społeczeństwa wyznaje szyizm, jego bardziej liberalną formę. Czy ta religia jest tak widoczna na ulicach, jak pokazują nam to media?

Mocno tego nie odczułem, ale oczywiście są pewne zasady, których należało przestrzegać. Na przykład mężczyźni mają obowiązek chodzić w długich spodniach, a kobiety muszą nosić nakrycie głowy. Mieliśmy też jedną specyficzną sytuację ze znajomymi. W ostatnim dniu trafiliśmy do miasta Kom, w którym odbywało się wtedy święto religijne i to tam można było odczuć ten Islam, który mocno dał nam się we znaki. Nie chodziło o to, że ktoś nas stamtąd wyganiał, ale jednak mocno się tam wyróżnialiśmy. Z drugiej strony to ich święto i przestrzeń, bo oni się modlili, a my się cieszyliśmy tym miejscem.

Jako fotograf w Iranie skupiłeś się bardziej na ludziach czy krajobrazie?

Myślałem, że pojadę do Iranu i krajobraz będzie moim tematem przewodni, bo tak było zawsze, ale nie zostałem pod tym względem zaskoczony. Oczywiście meczety i architektura w porządku, natomiast ludzie, ich kultura, podejście do mnie czy nawet do mojego aparatu, było dużo bardziej interesujące. Myślałem, że będzie z tym problem, bałem się jakiejś bariery, a okazało się, że mogę do nich podejść i nawet bez pytania robić zdjęcia. Jeśli chodzi o dzieci, to spoglądałem tylko na rodzica, jeśli był wtedy w pobliżu, więc robiłem zdjęcia bez pytania. One same były ciekawe, podchodziły i pozowały w naturalny sposób. Najważniejsze jest złapanie pierwszego momentu, kiedy jeszcze nie ma tego kompletnego zaufania tylko nieśmiałość. Kiedy dziecko czuje się pewniej to  zdjęcia już nie są tak emocjonalne. Z dorosłymi bywało różnie, wiele zależało od mojej pracy i mimiki. Emocjami na zdjęciach można sterować, bo kiedy ja się uśmiechałem lub byłem poważny, to takie właśnie było 
zdjęcie.

fot: Rafał Nikodemowicz Photography

Czyli można powiedzieć, że fotografia pokazuje podejście Irańczyków do nas i przeczy stereotypom na ich temat.

Dokładnie, oni są takimi samymi ludźmi jak my, mają po prostu swoją kulturę, ale pracują, jedzą, oddychają tak samo tylko w innych warunkach. Na ulicach nie dało się odczuć tego, żeby pędzili za bogactwami, wszyscy byli bardzo spokojni, nie śpieszyli się, wręcz byli ciekawi turystów i ich kultur. Nie byłem co prawda w Teheranie, a podobno tam wygląda to trochę inaczej, za to w mieście typu Shiraz widoczny jest po prostu ich wewnętrzny spokój.

Z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za rozmowę i możliwość publikacji :) Oprócz tego szczerze zachęcam do obejrzenia zdjęc Rafała nie tylko z podróży, ale i tych w innym wymiarze. INSTAGRAM: RANFASHION

fot. Rafał Nikodemowicz Photography
fot. Rafał Nikodemowicz Photography
fot. Rafał Nikodemowicz Photography


Osa.

zdjęcia w metrze


NASTĘPNA STACJA...

czyli sesja zdjęciowa w Warszawskim metrze.


mam skłonność do wybierania dosyć osobliwych miejsc na zdjęcia. kiedyś, gdy zaczynałam, najlepiej dla mnie było, gdy zdjęcia odbywały się gdzieś na zaciszu,w lesie, ogródku..wiecie o co chodzi, prawda? Wtedy zależało mi przede wszystkim na komforcie swoim i moich modeli/modelek. nie było oczywiście w tym nic złego, jednak to, do czego mogę dziś się przyznać to fakt, że najbardziej rozwinęło mnie już wyjście z tych wszystkich intymnych miejsc, z tej całej strefy komfortu. stwierdzenie wcale nie odkrywcze, jednak jestem pod wrażeniem jak wielką różnicę robi to w kwestiach wiary w siebie i tego, jak wiele nowych pomysłów i satysfakcji to generuje. 

ale do rzeczy.


MOMENT PRZEŁOMOWY

jeżeli mnie pamięć nie myli, moment przełomowy nastąpił gdy zachciało się Osiewoku zdjęć w markecie budowlanym. tak, możecie przeczytać jeszcze raz ale wrócę jesczcze do tego szczegółowo w innym poście, bo to naprawdę długa i warta opowiedzenia historia. w każdym razie od tamtego czasu zdecydowanie krócej poddaję wątpliwościom swoje fotograficzne pomysły, które wymagają wzięcia na klatę wszystkich spojrzeń nieznajomych. 

można powiedzieć, że umawianie się ze mną na zdjęcia odbywa się na dwa sposoby, pomijając przypadki takie jak specjalne okazje lub reportaże. wychodzę zazwyczaj z dwóch opcji: albo to mój pomysł szuka osoby, albo to osoba szuka mnie z pomysłem. tym razem, była to opcja pierwsza, bo myśl o zdjęciach w metrze chodziła (a może jeździła he) za mną już trochę czasu. kilka dni zaplanowanych w Warszawie było już wystarczającą okazją do tego, by wreszcie cel ten zrealizować.

JAK DO TEGO DOSZŁO? (NIE) WIEM

ładnie się ogłosiłam na instagramie, że halko osa leci do Warszawy wtedy i wtedy i czy ktoś coś bo mi zdecydowanie coś w tej głowie siedzi. kilka osób wyraziło chęć podjęcia ze mną tego wyzwania (to zawsze miłe, nie bać się), jednak ostatecznie padło na Natalkę, która już kiedyś miała pojawić się przed moim obiektywem, jednak nie zawsze terminy się zgadzają (tak bywa but also wszystko ma swój czas). to był strzał w dziesiątkę, bo z Natalią współpracowało mi się niesamowicie przyjemnie mimo że jedyne co wiedziała to to, że widzimy się na metro Racławicka i działamy.

NASTĘPNA STACJA...I NASTĘPNA..I...


*wiecznie zbyt duszne, wiecznie zbyt spieszące się, wiecznie pełne hałasu. wiecznie dla mnie przyjemne, jak nadjezdża właśnie i zawieje miło.
stacje metra.

jak widzę jak te ludziki spieszą ciągle gdzieś, choć za te 3 minuty masz bracie następne. jak źle stanę i chce wysiadac w stronę ściany. jak - wciąż jako turystka - zdarza się pomóc innym turystom i myślę, że coś tam czasem ogarniam. jak cały czas sprawdzam, że dobrze ze kierunek Kabaty, a nie ze Młociny bo będzie klapa.

emocje, spieszność, odczuwanie. fajne takie. nie za długo, nie na długo ale przecież carpe diem.*

stąd pomysł na te zdjęcia. bardzo sobie upodobałam tamtejszy klimat, choć uzasadnić w pełni "dlaczego" jest mi bardzo trudno.

zaczęło się od zdjęć w przejściach, bo pięknie wiało, więc "włosy rozhuśtane jak ten biały dym z marlboro". potem stopniowo niżej i niżej. plan był taki: odwiedzamy praktycznie każdą stację. tam korzystamy z tego co wybudowali, cyk cyk i następna. punktem kulminacyjnym miało być kilka kadrów w samym metrze, co było największym tego wyzwaniem. po pierwsze z tego powodu, że musiałyśmy przywyknąć do wzroku gapiów, a po drugie ubzdurałam sobie, że musi to być starszy pociąg, głównie ze względu na kolory i styl a wtedy jak na złość przyjeżdżały nam te nowsze sztuki.
im dalej w Młociny, tym ludzi mniej, potem jeszcze Świętokrzyska i na deser trochę drugiej linii a co za tym idzie pięknych, kosmicznych świateł na ruchomych schodach. tym oto sposobem zrobiłyśmy wszystko co było w planie no i co w naszej mocy, oczywiście. 

I WRACAŁY DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE
pierwszy raz w życiu dotarłam na koniec trasy i to zabawne, ale uwierzcie mi, to była jedna z fajniejszych wycieczek. potem każda z nas pojechała w swoją stronę i wtedy dopiero poczułam, że jednak górnikiem to bym być nie mogła i z wielką ulgą wyszłam na zewnątrz;) satysfakcja była wielka. po pierwsze - gdy w mojej sesji biorą udział osoby w pełni zaangażowane, uśmiechnięte i otwarte na propozycje - naprawdę moja wdzięczność zostaje we mnie na długo, nie mówiąc już o rzeczach drugorzędnych takich jak samo spełnienie po zrealizowaniu pomysłu czy też po prostu to, że najzwyczajniej w świecie się udało.




podziękowania składam jeszcze mojemu #menago, który chciał wziąć udział w tej sesji jako obserwator (oraz przypadkowo pomocnik;) każde wsparcie na wagę osy. ❤
osa.

Instagram

Obserwatorzy

Copyright © osawoku